Prześladowania chrześcijan w Bangladeszu

Bangladesz

48
ŚIP
2019
Bangladesz
Religia
Islam
Ustrój
Republika Ludowa
Ranking poprzednie lata
41
ISO
BD
Bangladesz
Chrześcijan
0,87
Populacja
166.37
Islamski ekstremizm
Dyktatorska Paranoja
Życie prywatne: 11.000
Życie w rodzinie: 9.100
Życie w społeczeństwie: 11.600
Życie w państwie: 10.500
Życie w kościele: 7.800
przemoc fizyczna: 7.800

Wprowadzenie

Okres badawczy: 1 listopada 2017 – 31 października 2018

Miejsce w Światowym Indeksie Prześladowań

Miejsce Bangladeszu (58 punktów) w ŚIP 2019 jest takie samo jak w 2018 r., chociaż sytuacja w tym kraju uległa zmianie. Mimo że wynik notowań za przemoc spadł o ponad dwa punkty, nadal utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie, a presja we wszystkich pięciu obszarach życia wzrosła. Odzwierciedla to trudną sytuację konwertytów, a szczególnie nielicznych chrześcijańskich Rohindżów (uchodźców z Mjanmy, obecnie mieszkających w Bangladeszu). Ogólnie rzecz biorąc, mniejszość chrześcijańska w dalszym ciągu doświadcza dyskryminacji, zaniedbania oraz przemocy.

Siły napędowe prześladowań

Islamski ekstremizm

Prześladowania napędzane przez tę siłę dotykają wszystkich chrześcijan w Bangladeszu, mimo że państwo – zgodnie z konstytucją – jest cały czas zarazem świeckie i muzułmańskie. Coraz wyraźniej widać, że ta systemowa ambiwalencja nie sprawdza się w praktyce, tym bardziej że rząd raz po raz ulega żądaniom lokalnych islamskich ugrupowań, niezwiązanych z opozycją. Grupy te bacznie obserwują mniejszości (a zwłaszcza konwertytów), budząc strach tym większy, że wiele z nich jest inspirowanych przez zbrojne formacje islamistyczne, takie jak Państwo Islamskie (IS), chociaż władze Bangladeszu zaprzeczają takim powiązaniom. Mimo propagandy rządowej koneksje te są powszechnie uznawane za fakt, co wzmaga powszechny strach, a rząd w październiku 2017 r. zdecydował, by z podręczników do szkół średnich usunąć rozdziały mówiące o dżihadzie. Rodziny i społeczności lokalne są motorami prześladowań i monitorują aktywność konwertytów (szczególnie na obszarach wiejskich), co ogranicza ich życie codzienne w większym stopniu niż działania radykalnych frakcji. To, że rząd walczy z ugrupowaniami muzułmańskimi powiązanymi z partią opozycyjną, nie wpływa pozytywnie na stabilizację sytuacji politycznej.

Religijny nacjonalizm

W Bangladeszu żyje ponad dwa razy więcej buddystów niż chrześcijan, są to Banglijczycy należący do mniejszości etnicznych, zamieszkujący głównie wzgórza Chittagong, graniczące z Indiami i Mjanmą. Ich najbardziej znanymi przedstawicielami są ludzie z plemienia Czakma. W ostatnich latach coraz więcej Czakmów przechodzi na chrześcijaństwo, a w efekcie przywódcy buddyjscy i liderzy plemion wywierają tym większą presję na konwertytów. Naciskają na nich nie tylko krewni, przyjaciele i najbliższe otoczenie, ale także radykalni buddyści dążący do wzmocnienia miejscowych ugrupowań buddyjskich tworzonych przez ludność tubylczą, wrogich chrześcijaństwu. Region się coraz bardziej destabilizuje, m. in. z powodu nagłego napływu z Mjanmy (dawniej: Birma) muzułmańskich uchodźców z ludu Rohindżów – szacuje się, że granicę przeszło około 770 000 osób. Ponieważ Rohindżowie, prześladowani w Mjanmie, uciekali do Bangladeszu już wcześniej (tworząc tam mniej więcej trzystutysięczną diasporę), więc teraz jest ich w tym kraju ponad milion. Żyją w skrajnej nędzy i stanowią dla banglijskiego rządu prawdziwy problem, ponieważ Bangladesz to jeden z najbiedniejszych krajów świata. Powstańcza Arakańska Armia Zbawienia Rohindżów (ARSA), która zaatakowała posterunki na granicy z Mjanmą, działa również w banglijskich obozach uchodźców, problem z Rohindżami może więc doprowadzić do wzrostu islamskiego radykalizmu w Bangladeszu, co zwiększa nerwowość rządu. Można wątpić w to, że Mjanma – mimo składanych obietnic – w najbliższym czasie przyjmie Rohindżów z powrotem, dlatego Bangladesz ogłosił w listopadzie ubiegłego roku, że ich planowana i uzgodniona repatriacja rozpocznie się dopiero w roku 2019, po wyborach krajowych przewidzianych na grudzień 2018 r.

Antagonizm plemienny

Jako że Czakmowie, Tripurowie i Marmowie należą do rdzennych grup etnicznych, nacjonalizm religijny miesza się tu z antagonizmem plemiennym. Oznacza to, że konwertyci należący do tych plemion zmuszani są do przestrzegania ich odwiecznych norm i wartości, również tych religijnych.

Dyktatorska paranoja

Polityka w Bangladeszu to interes rodzinny, a obecnie napędza ją rywalizacja między dwiema kobietami. Rządząca premier Sheikh Hasina z Ligi Awami (AL) dowiodła, że zrobi wszystko, by utrzymać władzę, pozbywając się rywalki, Khaledy Zii z Partii Narodowej, która została skazana za korupcję. Partie opozycyjne postanowiły zawrzeć sojusz, a w odpowiedzi dzierżąca władzę (głównie świecka) Liga Awami wzmocniła swoje islamskie zaplecze i zaczęła podkreślać muzułmańską tożsamość kraju. Chociaż chrześcijanie i inne mniejszości religijne cieszą się tu swobodą większą niż w wielu innych krajach muzułmańskich, mogą być bez problemu wykorzystani jako kozły ofiarne, zwłaszcza że czasy wyborów i kampanii wyborczych są dla Bangladeszu tradycyjnie bardzo niestabilne i burzliwe.

Źródła prześladowań

Źródła islamskiego ekstremizmu

Muzułmańscy przywódcy w Bangladeszu są często motorem antychrześcijańskich akcji. Ponieważ liczba konwertytów ze środowiska muzułmańskiego wciąż rośnie, stykają się oni z coraz większymi ograniczeniami i coraz poważniejszymi szykanami ze strony radykalnych grup islamskich, lokalnych przywódców religijnych oraz własnych rodzin. Islamscy radykałowie zaczynają żądać wprowadzenia szariatu, co ma zamanifestować przynależność Bangladeszu do „Domu Islamu” (Dar al-Islam: ta część świata, w której panuje islam). Lokalni urzędnicy stwarzają najróżniejsze przeszkody chrześcijanom, zwłaszcza konwertytom, a w kraju widać wzrastającą brutalność sympatyków Państwa Islamskiego, kierowaną przede wszystkim przeciw osobom niezależnie myślącym i mniejszościom religijnym, w tym chrześcijanom (a przede wszystkim ich przywódcom i ewangelizatorom) oraz konwertytom. Niektóre partie polityczne współpracują z radykalnymi grupami muzułmańskimi, np. z Jamaat-e-Islam. Ponadto opozycyjna Partia Narodowa Bangladeszu (BNP) nęka mniejszości religijne (w tym chrześcijan), ponieważ są one uważane za zaplecze partii rządzącej. Dla konwertytów główną siłą napędową prześladowań jest własna rodzina, a także sąsiedzi i przyjaciele, i to ten obszar stanowi sferę najsilniejszych nacisków.

Źródła religijnego nacjonalizmu i antagonizmu plemiennego

Buddyjscy przywódcy religijni, starszyzna plemienna oraz rodziny konwertytów również działają jako prześladowcy, co widać szczególnie na północy kraju, a lokalni urzędnicy też mogą stać się źródłem prześladowań, ich podstawowym celem jest bowiem sprawowanie kontroli, co potencjalnie może okazać się groźne dla nowo nawróconych.

Źródła dyktatorskiej paranoi

Partie polityczne zrobią wszystko, aby zachować władzę (lub ją zdobyć, jak obecna opozycja) i z całych sił starają się swe plany wprowadzić w życie. Urzędnicy państwowi natomiast ochoczo udzielają im wsparcia, głównie wtedy, gdy mogą mieć z tego osobistą korzyść.

Kontekst

W Bangladeszu toczą się nieustanne zmagania rządu z opozycją (oraz rodzin zaangażowanych po obu stronach tego sporu, jako że polityka jest tu biznesem rodzinnym). Ta walka polityczna pogrąża kraj w takim zamęcie, że bardzo poważne, faktyczne zagrożenie ze strony bojowników islamskich zdaje się czasem mieć znaczenie drugorzędne. Tymczasem jego śmiercionośnej realności dowiodła seria zabójstw przedstawicieli różnych mniejszości religijnych (w tym chrześcijan), osób świeckich oraz działaczy politycznych (ich kulminacja miała miejsce w 2016 r.). Czy te zabójstwa – jak utrzymywał rząd – rzeczywiście nie miały nic wspólnego z Państwem Islamskim i mogą być przypisane wyłącznie lokalnym bojówkom, tak naprawdę nie ma znaczenia. Największe ze wspomnianych ugrupowań, Jamaat-ul-Mujahideen (JMB) i zespół Ansarullah Bangla (ABT), zobowiązały się do lojalności wobec Państwa Islamskiego, można więc uznać, że macki IS i tak sięgają aż do Bangladeszu.
Walka z islamistami trwała przez cały okres badawczy ŚIP 2019 – 11 czerwca 2018 r. radykalni muzułmanie zabili świeckiego blogera, który skrytykował ekstremizm pewnych ugrupowań religijnych. W tym decydującym momencie społeczeństwo i scena polityczna są podzielone, co przysparza dodatkowych trudności Bangladeszowi, stającemu do konfrontacji z bojownikami islamskimi.

Sytuację pogarsza fakt, że rząd dopuszcza, aby propaganda muzułmańskich radykałów zalewała kraj, najprawdopodobniej w celu zdobycia większego poparcia wyborców. Ujawniła to m. in. dyrektywa rządowa ze stycznia 2017 r. Dzięki niej miano lepiej dostosować podręczniki szkolne do światopoglądu konserwatywnych grup islamskich, np. litera „o” reprezentowana jest teraz przez „ornę” pobożnej muzułmanki (chusta noszona przez dziewczęta na początku okresu dojrzewania), a to tylko jeden z przykładów postępującej islamizacji treści programowych dla pierwszoklasistów. W podręczniku dla klasy szóstej zastąpiono relację z podróży do północnych Indii (kraj sąsiedni) obszernym opisem Nilu. Inne książki też uległy zmianie, np. wycofano imiona bohaterów o zbyt hinduistycznym lub chrześcijańskim brzmieniu. Mimo wszystko tym działaniom nie towarzyszy przemoc: rząd zdecydował, by usunąć rozdziały na temat dżihadu z podręczników do szkół średnich. W maju 2018 r. rządząca Liga Awami przyjęła jednak pakiet finansowy w wysokości 1 mld USD z Arabii Saudyjskiej na budowę 560 meczetów w całym kraju.

Jako mniejszość chrześcijanie grzęzną w nasilającym się islamskim konserwatyzmie i przezornie starają się nie opowiadać po żadnej ze stron. Wpływ na ich los będzie przecież miała zarówno każda decyzja podjęta przez rząd, jak i wszystkie działania islamskiej opozycji. Chrześcijanie są uznawani za stronników rządu i dlatego pewnie i tak znajdą się na celowniku. Khaleda Zia, przewodnicząca opozycyjnej BNP (Partii Narodowej Bangladeszu), i jej syn zostali skazani w lutym 2018 r. na pięć lat więzienia za korupcję. Warto zauważyć, że po ogłoszeniu wyroku nie odbyły się masowe demonstracje ani strajki o zasięgu ogólnokrajowym. W porównaniu z ubiegłymi latami wszystkie protesty przeciwko wyrokowi sądu przebiegały względnie pokojowo i przyniosły niewielką liczbę ofiar. Nie oznacza to jednak, że czas wyborów będzie stabilny, przeciwnie, można spodziewać się aktów przemocy wobec chrześcijan i innych mniejszości. Wybory odbyły się 30 grudnia 2018 r., a wzrost napięcia przed nimi ilustrowała śmierć dwóch licealistów, zabitych przez przejeżdżający autobus na fałszywych numerach, zignorowana przez rząd. Rezultatem zlekceważenia społecznych protestów w tej sprawie były kilkudniowe demonstracje studentów, w wyniku których rząd oskarżył opozycję o próbę wykorzystania niepokojów. Kolejną oznaką rozdrażnienia partii rządzącej może być fakt, że tysiące zwolenników opozycji otrzymały zarzuty w sprawach karnych i poszukuje ich policja.
Były sędzia sądu najwyższego, Surendra Kumar Sinha, w książce „A broken dream: human rights, rule of law and democracy” („Złamane marzenie: prawa człowieka, rządy prawa i demokracja”) twierdzi, że agenci państwowej służby bezpieczeństwa zastraszali sędziów SN i wpływali na wydawane przez nich wyroki, zmuszając ich, by orzekali na korzyść rządu, co dowodzi, jak pełna napięć jest polityka w Bangladeszu.

Grupy chrześcijańskie dotknięte prześladowaniami

Społeczności chrześcijan ekspatriantów

Ta grupa obejmuje personel ambasad i zagranicznych pracowników sektora tekstylnego, który ma duże znaczenie dla banglijskiej gospodarki. Wszyscy oni są inwigilowani i zastraszani przez islamskich bojowników.

Tradycyjne społeczności chrześcijańskie

To wierni Kościoła rzymskokatolickiego i anglikańskiego Kościoła Bangladeszu, którzy są bacznie obserwowani i często otrzymują groźby.

Społeczności konwertytów

Ta kategoria obejmuje chrześcijan konwertujących z różnych religii, np. islamu, hinduizmu oraz buddyzmu. Dotykają ich najsilniejsze prześladowania, nie tylko ze strony własnych rodzin i społeczności lokalnych, toteż często muszą spotykać się potajemnie.

Nietradycyjne społeczności chrześcijan

Do tej grupy należą społeczności chrześcijan ewangelikalnych, baptystów i zielonoświątkowców. Np. Zbory Boże gromadzą się na modlitwy w kościołach domowych. Wszyscy oni są brutalnie atakowani i zastraszani.

Obszary życia i przemoc fizyczna

Życie prywatne: 11.000
Życie w rodzinie: 9.100
Życie w społeczeństwie: 11.600
Życie w państwie: 10.500
Życie w kościele: 7.800
przemoc fizyczna: 7.800

Życie prywatne

Choć konstytucja gwarantuje swobodę wyznawania każdej religii, chrześcijanie spotykają się z wieloma ograniczeniami. Najbardziej narażeni są na nie konwertyci. Jeśli ujawnione zostanie ich nawrócenie, najpewniej będą musieli opuścić dotychczasowe miejsce zamieszkania ze względu na presję rodziny, sąsiadów i lokalnych przywódców religijnych. Osoby uznane za konwertytów lub misjonarzy mogą zostać zatrzymane i oskarżone o przestępstwa kryminalne, co miało miejsce w okresie badawczym ŚIP 2019. W konsekwencji są one stale obserwowane, uniemożliwia im się spotkania z innymi chrześcijanami, dochodzi nawet do blokowania ich domów i dróg. Posiadanie na własny użytek chrześcijańskich publikacji (takich jak Biblia) jest ryzykowne. Jednakże chrześcijanie, którzy nie są konwertytami, w życiu prywatnym mają więcej swobody.

Życie w rodzinie

Gdy zostanie odkryta prawdziwa wiara konwertyty, najczęściej musi się on zmierzyć z groźbą rozwodu (jeśli pozostaje w związku małżeńskim) i utraty prawa do dziedziczenia, szczególnie na obszarach wiejskich. Przeprowadzenie ceremonii chrztu, chrześcijańskiego ślubu lub pogrzebu może być trudne, a często wręcz niemożliwe. Dzieci chrześcijan, nie tylko konwertytów, są zmuszane do nauki niechrześcijańskich treści i używania w szkole muzułmańskich podręczników. Często inni uczniowie szydzą z nich tak okrutnie, że odmawiają chodzenia do szkoły lub nawet opuszczania domu. Konwertyci są niejednokrotnie izolowani od swoich rodzin i usuwani ze swoich domów.

Życie w społeczeństwie

Chrześcijanie są również dyskryminowani przy prowadzeniu interesów. Niektórzy musieli wręcz zrezygnować z szefowania własnym sklepom lub z kierowania innymi firmami w wyniku szykan i bojkotów muzułmańskiej większości. Dzieci konwertytów często są dyskryminowane w szkole. Niektóre z powodu wiary były karcone i wyszydzane przez nauczycieli. Presja mająca nakłonić konwertytów, by wyrzekli się wiary chrześcijańskiej, może stać się tak nieznośna, że nowo nawróceni będą zmuszeni opuścić społeczność, w której dotąd żyli.

Życie w państwie

Bangladesz ma świecki rząd, a jego laicki charakter jest zdefiniowany przez konstytucję, która stwierdza jednocześnie, że islam to religia państwowa. Chrześcijanie nierzadko doświadczają dyskryminacji w kontaktach z władzami i notorycznie są oczerniani, zwłaszcza na obszarach wiejskich. Doniesienia medialne na ich temat często mają charakter stronniczy i pochodzą głównie z kanałów telewizji muzułmańskiej. Chrześcijan i innych Banglijczyków (np. blogerów ateistów) oskarża się o obrażanie islamu, a niekiedy również z tego powodu zabija. Gdy dochodzi do ataków na chrześcijan, władze na ogół niezbyt chętnie wszczynają dochodzenia, zaś działalność chrześcijańskich szkół i innych instytucji jest krępowana przez liczne groźby radykalnych islamskich ugrupowań. Nawet zapewniona przez władze ochrona nie rozwiązywała problemu tych placówek, które nie mogły swobodnie funkcjonować pod stałą obserwacją lub w warunkach ciągłego zagrożenia.

Życie w kościele

Ogólnie rzecz biorąc, kościoły są w stanie zaspokoić potrzeby swoich wiernych. Stają jednak w obliczu nasilającej się inwigilacji, prowadzonej zarówno przez władze, jak i przez grupy radykalnych islamistów, które przede wszystkim zwracają się przeciw kościołom denominacji nietradycyjnych. Prowadzenie nabożeństw utrudniają właśnie te grupy, jak również (niezależnie od nich) przywódcy plemienni oraz mniejszości etniczne. Otwarta integracja konwertytów w ramach wspólnot kościelnych jest niemożliwa, a przy tym zauważono, że trudniejsze stało się prowadzenie wszelkich szkoleń, ponieważ liderzy chrześcijańscy, którzy je odbywali, musieli podawać nie budzącym zaufania mieszkańcom swoich wiosek dokładne informacje na temat szczegółów miejsca pobytu i treści szkolenia. Jawna dystrybucja Biblii jest utrudniona, a trzej pastorzy zostali aresztowani za ich kolportaż.

Prześladowania ze względu na płeć

Mimo że od wielu lat kraj jest rządzony przez polityczki, Bangladesz nadal pozostaje państwem, w którym życie kobiet jest niełatwe i niebezpieczne. Kobiety i dziewczęta są dyskryminowane w pracy, w społeczeństwie, a nawet we własnych domach. Raporty o gwałtach i molestowaniu seksualnym, nawet w szkołach państwowych, są coraz częstsze, chociaż problem z pewnością został niedoszacowany ze względu na towarzyszącą mu stygmatyzację społeczną. Z drugiej strony, coraz więcej kobiet zdobywa uprawnienia do pracy zawodowej – np. 80 proc. wszystkich zatrudnionych w ważnym sektorze odzieżowym to kobiety – i dlatego stopniowo zyskują one większą niezależność. W konserwatywnym (islamskim) społeczeństwie są jednak nadal bardziej podatne na ataki niż mężczyźni. Jeśli się nawracają, zostają odizolowane i przymuszone do powrotu do dawnej wiary. Konwertyci – zarówno kobiety, jak i mężczyźni – są społecznie wykluczani, co może ciągnąć się wiele lat, bywają też zmuszani do opuszczania swoich wiosek. Obecnie to mężczyźni są głównymi żywicielami rodzin, więc jeśli przez swoją wiarę stracą pracę – czy też źródło utrzymania, jeśli np. są właścicielami sklepów bojkotowanych przez społeczność – wpłynie to na całe ich rodziny.

Prawo małżeńskie jest bardzo skomplikowane, a kobiety muszą się liczyć z wieloma utrudnieniami. W 2010 r. wprowadzono ustawę przeciw przemocy domowej, która uznała „straty ekonomiczne” za akt przemocy i zagwarantowała małżonkom prawo do życia we wspólnym domu. Ustawa uprawniła również sądy do zapewnienia tymczasowego utrzymania osobom, które doświadczyły przemocy w rodzinie. W 2012 r. komisja prawna Bangladeszu, wspierana przez tamtejsze ministerstwo prawa, sprawiedliwości i spraw parlamentarnych, zakończyła ogólnokrajowe badania w zakresie reform dotyczących muzułmańskich, hinduistycznych i chrześcijańskich praw jednostki. W maju 2012 r. rząd zatwierdził projekt ustawy o dobrowolnej rejestracji małżeństw hinduistycznych. Ministerstwo prawa, sprawiedliwości i spraw parlamentarnych rozważa również reformę sądowych procedur spraw cywilnych – zwłaszcza dotyczących wezwań sądowych – które poprawiłyby skuteczność działania sądów rodzinnych. Te małe, ale ważne kroki stanowią wynik wieloletnich nacisków grup walczących o prawa kobiet, które konsekwentnie domagały się poszanowania ich praw cywilnych i reformy procedur sądowych. Muzułmanie, hinduiści i chrześcijanie mają odrębne przepisy dotyczące małżeństwa, separacji i rozwodu. Tworzą one mieszankę skodyfikowanych i nieskodyfikowanych (ale oficjalnie uznawanych) regulacji i są w razie potrzeby uzupełniane arbitralnymi decyzjami sądu najwyższego Bangladeszu. Buddyści podlegają hinduistycznemu prawu cywilnemu.

Prześladowania innych mniejszości religijnych

Wszystkie mniejszości religijne narażone są w Bangladeszu na dyskryminację i przemoc, w tym mniejszości islamskie, takie jak szyici i ahmadyci, czy mniejszości hinduistyczna i buddyjska. Hinduiści tworzą w kraju drugą co do wielkości grupę wyznaniową po muzułmańskich sunnitach, ale doświadczają dyskryminacji, okrucieństw i przemocy, a ich kobiety i dziewczęta są siłą nawracane na islam. Zdarzało się, że muzułmanie przejmowali ich ziemię, zmuszając rodziny hinduistyczne do ucieczki. Rdzenna ludność Bangladeszu oraz mniejszości religijne zostały dotknięte niezwykle brutalną przemocą, w wyniku czego pozbawiono ich ziemi i zmuszono do przesiedlenia.
Jeden z ekspertów wyjaśnił bardziej szczegółowo sytuację banglijskich hinduistów: wielu z nich nie może odzyskać utraconych gruntów z powodu wprowadzonej niegdyś ustawy o własności nabytej. Chociaż rząd Ligi Awami uchylił ją w 2001 r., nie podjął jednak żadnych konkretnych działań, by unieważnić konfiskaty mienia, jakie miały miejsce na mocy tej ustawy. To regulacja prawna z okresu, gdy Bangladesz stanowił jeszcze prowincję Pakistanu (tzw. Pakistan Wschodni), która pozwalała rządowi wywłaszczać wrogów (czyli w praktyce – Hindusów). Dzięki niej rząd przejął, zgodnie z prawem, około 2,6 miliona akrów ziemi, co wpędziło w nędzę prawie wszystkich Hindusów w Bangladeszu. Według badań przeprowadzonych przez jednego z profesorów Uniwersytetu Dhaka od 2001 roku blisko 200 tysięcy hinduskich rodzin straciło około 40 667 akrów ziemi, pomimo unieważnienia tego aktu jeszcze w tym samym roku.

Prognozy na przyszłość

Aspekt polityczny

Rząd poczynił w walce z radykalnymi islamistami niewielkie postępy. Nie tylko traci poparcie niektórych grup społecznych, ale też musi rozwiązać problem napływu zradykalizowanych muzułmanów z zagranicy oraz poradzić sobie z ich lokalnymi bojówkami. Niełatwo będzie znaleźć wyjście z tej sytuacji, jeśli partia rządząca nadal zechce stosować taktykę podkreślania powiązań islamskich bojowników z opozycją, jednocześnie kokietując muzułmańskich radykałów, by zdobyć więcej głosów.
Przywódczyni opozycji Khaleda Zia i jej prowdopodobny następca, syn Tarque Rahman (obecnie na wygnaniu w Londynie), zostali skazani za korupcję, co każe przypuszczać, że kraj coraz wyraźniej zmierza w stronę rządów monopartyjnych. Chociaż w ostatnich wyborach opozycyjna BNP na własne życzenie nie odegrała większej roli, postanawiając je zbojkotować, od tego czasu jest ona uparcie wypychana z krajowej sceny politycznej. Ponieważ Bangladesz przyciąga uwagę radykalnych ugrupowań islamskich, opozycja może chcieć wprowadzić do krajowej polityki świeżą krew, łącząc siły właśnie z takimi stronnictwami. Jednym z przejawów tej tendencji może być zachowanie byłego ministra sprawiedliwości Kamala Hossaina, który niespodziewanie ogłosił w październiku 2018 r. koalicję 19 partii (później rozszerzoną do 23), by razem z nimi stanąć do wyborów przeciwko rządzącej LA. Radykalna islamska partia Jamaat-e-Islami, od dłuższego czasu będąca sojusznikiem BNP, przyłączyła się do tej koalicji.

Prognozy na przyszłość przez pryzmat

 

  • Islamskiego ekstremizmu: Dopóki Bangladesz boryka się z radykalnymi muzułmańskimi ugrupowaniami z kraju i zagranicy, dopóty mniejszość chrześcijańska będzie musiała żyć w ciężkich czasach, a na ataki będą narażeni zwłaszcza konwertyci. Rząd z jednej strony walczy z bojówkami muzułmańskimi, a z drugiej strony – wyraźnie kokietuje pewne grupy islamistyczne, co nie daje społeczności chrześcijańskiej zbytnich nadziei na stabilną przyszłość. W dodatku Bangladesz stoi w obliczu poważnych problemów wynikających z istnienia sieci niezależnych od rządu szkół islamskich (tzw. medres), których może być równie dobrze 22 000 (szacunki oficjalne), jak i (według nieoficjalnych danych) 70 000. W oficjalnie zarejestrowanych medresach kształcą się około 2 miliony studentów, podczas gdy w niezarejestrowanych, „prywatnych” – ponad 4 miliony. Banglijskie medresy, podobnie jak pakistańskie, stanowią potencjalne rozsadniki nienawiści i przemocy, a tezę tę potwierdza fakt, że dziewięciu sprawców zamachu w Dhace z lipca 2016 r. uczęszczało do medresy. Chrześcijanie stają się celami radykalnych muzułmanów także dlatego, że są postrzegani jako sojusznicy rządu, ponieważ popierają – zgodny z konstytucją – świecki charakter kraju. Polityka banglijska często ucieka się do brutalnych rozwiązań, przez co nieraz cierpią niewinni obywatele kraju, zabijani w ferworze walki o władzę.
  • Religijnego nacjonalizmu: Jako że Bangladesz ma silne mniejszości hinduistyczne i buddyjskie, a w czasach rosnącej presji społecznej wywieranej przez muzułmańską większość religia staje się szczególnie istotnym czynnikiem kreowania tożsamości etnicznej, konwertyci z hinduizmu i buddyzmu będą nadal borykać się z silnym sprzeciwem swoich rodzin, sąsiadów i przywódców religijnych.
  • Antagonizmu plemiennego: Konstatacje przedstawione powyżej, w akapicie dotyczącym religijnego nacjonalizmu, odnoszą się również do antagonizmu plemiennego, ponieważ te zagadnienia są ze sobą ściśle powiązane.
  • Dyktatorskiej paranoji: Wiele zależeć może od wyniku wyborów zapowiadanych na 30 grudnia 2018 roku. Możliwe, że polityka w Bangladeszu pozostanie niestabilna i – niezależnie od tego, kto wygra – partia rządząca wysłucha apeli islamskich konserwatystów o wprowadzenie bardziej ortodoksyjnych form islamu, starając się za wszelką cenę utrzymać władzę. Obie czołowe banglijskie formacje – AL i BNP –znane są z takich nieczystych zagrań, a w rezultacie chrześcijanie mogą się znaleźć na celowniku.

Podsumowanie

Bez względu na wynik grudniowych wyborów wypowiedź premier Sheikh Hasiny, która stwierdziła: „Każdy, kto wyrazi się obraźliwie o [islamie] lub proroku Mahomecie, będzie ścigany przez prawo”, wydaje się bardzo niepokojąca, bo podkreśla, że wiodącą religią Bangladeszu jest islam. To raczej zniechęcający prognostyk dla przyszłości mniejszości chrześcijańskiej w tym kraju.

 

Wszystkie pola są wymagane. E-mail będzie wysyłany za pośrednictwem programu pocztowego.